„Przeciwieństwem przynależności jest dopasowanie się” – kiedy usłyszałam te słowa Brené Brown w jednym z jej nagrań, uderzyło mnie wyjątkowe uczucie zrozumienia i połączenia.
Coś czego nie czułam w wielu dyskusjach, które moi rozmówcy podsumowywali na przykład tak:
- tak działa świat i musisz się z tym pogodzić,
- jeśli chcesz odnieść sukces, musisz zmienić podejście,
- nie mów głośno co myślisz, bo się narazisz,
- z managerem zawsze trzeba „żyć dobrze”, nawet jeśli się z nim nie zgadzasz,
- tak nie można.
I zawsze to rodziło we mnie bunt, który niejednokrotnie kończył się nawet kłótnią. Dlaczego? Bo uważam, że wcale nie „muszę” i nie” trzeba” oraz, że „można” tak długo, jak jest się gotowym na wzięcie na siebie konsekwencji swojego zachowania.
Każdy z nas ma wybór, czy wybierze pozornie łatwiejszą i bezpieczniejszą drogę o nazwie „dopasowanie” czy zawalczy o siebie i wyruszy na poszukiwania prawdziwego „swojego miejsca”.
U mnie różnie z tym bywało.
Przez wiele lat byłam zawodowo w miejscu, które zostawiało spory niedosyt, ale:
- najpierw wierzyłam, że to się kiedyś zmieni i osoby zarządzające zmienią swoje podejście (i akurat magicznie będzie to spójne z moimi oczekiwaniami),
- później zaczęłam się zastanawiać, że może faktycznie to ja jestem jakaś inna i zamiast wydziwiać, trzeba się cieszyć tym co jest i dostosować do sytuacji,
- w końcu zdecydowałam się sama wprowadzić dość spore zmiany w obszarze, którym zarządzałam, ale bez wsparcia zarządu były one skazane na dość szybką porażkę.
I ta „porażka” uświadomiła mi wyraźnie, że szkoda czasu i energii na bycie w miejscu, które Cię uwiera.
Oraz, że jest na świecie wiele innych miejsc i na pewno, któreś z nich doceni Cię dokładnie taką, jaką jesteś.
I kolejne „oraz” – że to miejsce samo do Ciebie nie przyjdzie i trzeba się trochę natrudzić, aby:
- zrozumieć na czym Ci tak naprawdę zależy,
- zdefiniować wstępnie miejsce, jakiego szukasz,
- po prostu go aktywnie poszukać,
- lub samemu je sobie stworzyć.
Gdzie aktualne jestem na tej drodze?
Myślę, że gdzieś w połowie 😊
Co pomaga w odnalezieniu „swojego miejsca”?
Moim zdaniem są to:
1. Własne wartości
Bez poznania siebie, swoich potrzeb oraz określenia życiowych wartości nie ma co ruszać w dalszą drogę, bo będzie to bardziej błądzenie w ciemności niż podróż ku wyznaczonemu celowi. Daj sobie czas, pomyśl o sytuacjach, które sprawiły, że byłeś / byłaś szczęśliwy i spełniony i zastanów się, z czego to wynikało.
2. Pewność siebie
Gdy już wiesz, jaki / jaka chcesz być i gdzie dojść, utwierdzaj się na każdym kroku w przekonaniu, że to właściwa droga. Przypominaj sobie, ile dobrych rzeczy przyniosła Ci Twoja postawa i jak się czułeś postępując w zgodzie z własnymi wartościami. Zaufaj sobie bardziej niż innym.
3. Odwaga
Bądź świadomy ryzyka i konsekwencji swoich działań. Wtedy będziesz się w stanie do nich przygotować, co automatycznie zmniejszy ich straszność. Nie daj sobie wmówić, że nie masz wyjścia, bo jakieś wyjście jest zawsze, tylko trzeba się odważyć w ogóle o nim pomyśleć.
4. Cierpliwość
Gdy idziesz pod prąd, nie zawsze będziesz się szybko posuwać do przodu, a czasami ten prąd może Cię nawet ściągnąć z powrotem do punktu wyjścia. Bądź na to gotowa i się nie poddawaj – cały czas przypominaj sobie dokąd zmierzasz. Pamiętaj też, że sposobów dojścia do celu może być wiele i nie trzymaj się kurczowo jednego.
5. Bezkrompromisowość
Gdy trzeba, powiedz twarde NIE. A kiedy trzeba? Zawsze wtedy, gdy tak czujesz. Nie gódź się na rzeczy, które są przekroczeniem Twoich granic. Nie słuchaj innych, gdy mówią Ci „przecież nic się nie stało”. Oceniaj sytuację po swojemu i tak samo reaguj.
Gdzie można dojść tą drogą?
Do miejsca, o którym Brené Brown mówi tak:
„Prawdziwa przynależność nigdy nie wymaga od nas zmiany tego, kim jesteśmy.”
I życzę tego z całego serducha i Tobie i sobie!