Z pojęciem kolektywnej (bądź zbiorowej) inteligencji spotkałam się całkiem niedawno, bo niecały rok temu. Jednak poznawszy definicję i teorię śmiało mogę powiedzieć, że ta idea (choć nieuświadomiona) towarzyszy mi od dawna.
Przez wiele lat pracy w agencji reklamowej wielokrotnie miałam do siebie pretensje, że to nie ja rzuciłam najlepszy pomysł na burzy mózgów i uważałam, że mogę uznać projekt za mój sukces tylko wtedy, gdy wszystko w nim zrobiłam sama.
Dopiero z czasem przyszła świadomość, że owszem, może pierwsza idea nie była moja, ale umiem ją potem skutecznie przełożyć na realizację oraz nauczyłam się, że delegowanie zadań i oddawanie innym części projektu wcale nie umniejsza moich zasług, a co więcej są rzeczy, które inni zrobią dużo lepiej niż ja.
Efektem tego jest sytuacja z niedawnej rozmowy rekrutacyjnej, na której rekruter zwrócił mi uwagę, że przy temacie dotychczasowych osiągnięć cały czas mówię „my zrobiliśmy”, a on by chciał wiedzieć, co konkretnie w tym projekcie zrobiłam ja 😊
Ale wracając do tematu – czym właściwie jest inteligencja zbiorowa?
Według Wikipedii:
Inteligencja zbiorowa (ang. collective intelligence, collective IQ’) – termin, który powstał w połowie lat 80 XX wieku przy badaniu procesu zbiorowego podejmowania decyzji (…), gdzie przy zbiorowej inteligencji grupy, zdolność do znalezienia rozwiązania problemu jest lepsza niż najlepsze rozwiązania indywidualne w tej grupie.
czyli krótko mówiąc: grupa jest mądrzejsza niż jednostka.
Widać też od razu, że ta koncepcja wcale nowa nie jest, ale co ciekawe, jak chciałam znaleźć więcej informacji na ten temat, np. książek, to nie ma ich na rynku zbyt wiele.
I zastanawiam się, dlaczego, ponieważ moim zdaniem to świetny patent na zwiększenie efektywności dzisiejszych organizacji, w dodatku wpisujący się idealnie w trend inkluzywności, który obecnie zewsząd nas otacza.
Więc co to cała „kolektywna inteligencja” da mojej firmie?
Przede wszystkim lepsze pomysły i rozwiązania problemów, ponieważ będą one już na etapie tworzenia zweryfikowane przez pierwszą grupę testową czyli zespół złożony z różnorodnych ludzi, którzy dzięki temu, że na to samo zagadnienie patrzą zupełnie inaczej, będą w stanie lepiej wyłapać wszelkie szanse i zagrożenia.
Druga korzyść (w mojej opinii tak samo ważna) to zadowolony i zaangażowany zespół, w którym wszyscy członkowie czują się ważną jego częścią, wiedzą, że ich zdanie się naprawdę liczy oraz że doceniane są ich indywidualne talenty i podejście. A wszystkie te rzeczy są ważnymi czynnikami, dzięki którym ludziom „chce się chcieć” w pracy.
Jak w praktyce budować i wykorzystywać inteligencję zbiorową?
Według Anity Williams Woolley najważniejsze cechy „inteligentnego zespołu” to:
Spostrzegawczość społeczna
Która oznacza zdolność rozpoznawania, interpretowania i reagowania na sygnały społeczne od osób wokół ciebie.
Równy czas konwersacyjny
Czyli równomierny udział wszystkich członków zespołu w dyskusji czy decyzji, co w praktyce sprowadza się często do umiejętnego zastopowania osób dominujących oraz uaktywnienia i zaangażowania nieśmiałych i skrytych.
A Amy C. Edmondson dokłada do tego:
Bezpieczeństwo psychologiczne
Które osiągamy wtedy, gdy nie boimy się wyrazić otwarcie swojej opinii, nawet gdy jest ona sprzeczna z tym, co uważa nasz szef lub popełnić błędu.
I o ile na początku byłam mocno zaskoczona tym, że nie ma tu mowy ani o wysokiej inteligencji poszczególnych osób w zespole ani o tym, że ludzie pracujący razem powinni się lubić i super ze sobą dogadywać, to im więcej relacji zespołowych obserwuję, tym mniej mnie to dziwi.
Szczególnie ciekawy jest motyw „lubienia się” i „dogadywania”
Z kim najczęściej się lubimy i bez problemu dogadujemy? Z tymi, którzy są podobni do nas, więc podobnie do nas myślą i podobnie się zachowują. A co się stanie, gdy zbierzemy grupę podobnych osób do rozwiązania jakiegoś zadania? Prawdopodobnie wpadną na podobne rozwiązania. I nici ze spojrzenia na temat z różnych perspektyw.
Dlatego właśnie kluczem do zwiększania inteligencji zespołu, nie jest zwiększanie poziomu sympatii między jego członkami, ale wzajemnego zrozumienia (spostrzegawczość społeczna), które pozwoli obiektywnie przyjrzeć się innym opiniom i wziąć je pod uwagę, nawet jeśli są skrajnie odmienne niż nasze.
A pełna otwartość na te opinie (bezpieczeństwo psychologiczne) oraz zapewnienie odpowiedniej przestrzeni i czasu na ich wyrażanie (równy czas konwersacyjny) z pewnością przekona do dzielenia się nimi nawet najbardziej zatwardziałych introwertyków.