Rekrutacja bez ściemy

Posted by

Pewnie większość z nas spotkała się chociaż raz z tym, że to, co kandydat wpisał do CV niekoniecznie pokrywało się z tym, co faktycznie potrafił.

Jednak czy firmy są w tej rekrutacyjnej grze o wiele lepsze? Czy nie malują trawy na zielono, przedstawiając piękną wizję pracy u nich, która często już po pierwszym miesiącu (a w skrajnych przypadkach nawet tygodniu) okazuje się być tylko historyjką, która miała „sprzedać” etat albo ewentualnie wizją i marzeniem działu HR, którego niestety nie do udało się nadal wdrożyć w pozostałej części firmy.

I niby rozumiem, że „tak to działa”, „tak się robi”, „tak jest wszędzie”.

Ale wciąż nurtuje mnie pytanie: po co?

Po co tracić czas (i pieniądze) na to, aby zatrudniać kogoś, kto nastawia się na coś zupełnie innego niż naprawdę zastanie w środku. Czyli w praktyce kogoś, kto za chwilę zacznie się rozglądać za nową pracą lub zostanie sfrustrowanym wykonawcą poleceń, któremu nie będzie się chciało wychylać (bo uzna, że i tak nie warto).

Czy na pewno w interesie firmy jest budowanie przyszłości z takimi pracownikami?

Czy to nie jest przypadkiem marnowanie czasu zarówno firmy (chociażby wszystkich osób zaangażowanych we wdrożenie nowej osoby) jak i nowozatrudnionego, który mógłby w innej, bardziej dopasowanej do jego potrzeb, oczekiwań i możliwości, organizacji rozkwitnąć i odnaleźć sens oraz satysfakcję.

Marzy mi się taka rekrutacja, gdzie siadamy z rekruterem jak dorosły z dorosłym, partner z partnerem i wykładamy swoje karty na stół.
Ja mówię wprost czego oczekuję od pracy, co mnie wkurza i uniemożliwia efektywne działanie, a on przedstawia mi realne wyzwania, z jakimi mierzy się firma i robimy burzę mózgów o tym, jak możemy sobie wzajemnie pomóc.

Nie stroszymy piórek i nie udowadniamy sobie, jacy jesteśmy zajefajni.

Rozmawiamy szczerze i konstruktywnie, jak jest i jak mogłoby być, gdybyśmy połączyli siły.

Różni ludzie mają różne motywacje i oczekiwania od pracy. Jedni uwielbiają chaos i świetnie się w nim odnajdują, a inni muszą mieć uporządkowaną i stabilną rzeczywistość, aby normalnie funkcjonować. I jedno i drugie jest OK, tylko wymaga zupełnie odmiennego otoczenia. 

I tak samo jak mówi się, że każda potwora znajdzie swego amatora, tak samo można powiedzieć, że do każdej kultury organizacyjnej, można dopasować ludzi, którzy będą się w niej czuli jak ryba w wodzie i zostaną w niej na lata, będąc szczęśliwymi i spełnionymi.

Szkopuł w tym, aby mieć określoną i zdiagnozowaną prawdziwą kulturę organizacyjną, a nie to, jacy chcielibyśmy być, albo jacy powinniśmy być według firmy, która robiła nam strategię employer brandingu. 

Drugi element to odwaga do bycia szczerym, najpierw ze sobą, aby uświadomić sobie trudności, z jakimi mierzy się firma, a potem z innymi, aby im się do tego przyznać, tak po prostu.

Nie ma firm idealnych, tak samo jak nie ma idealnych ludzi.

Każdy ma swoje mocne, ale i słabe strony – klasyczne: coś za coś.

I gdybyśmy się bardziej otworzyli na rozmowę o tym oraz akceptację tego faktu, to myślę, że byłoby na świecie więcej zadowolonych pracowników i firm, które odnoszą sukcesy.
Bo z ludźmi na pokładzie, którzy wierzą w to, co i jak robią, z pewnością szansa na to rośnie.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *