Jakiś czas temu postanowiłam określić swoje życiowe wartości i na jedną z nich wybrałam „profesjonalizm”. Zdecydowałam się na to, bo zawsze dążę do tego, aby wykonywać pracę najlepiej jak potrafię i bardzo cenię to u innych. Bo to oznacza dla mnie bycie naprawdę kompetentnym w dziedzinie, w której nazywamy się specjalistą czy ekspertem.
Ale spotkałam się także z wieloma innymi podejściami do profesjonalizmu, np.:
– Jesteśmy profesjonalni, bo nie pokazujemy emocji w pracy.
– Nie przyznaję się klientowi, że czegoś nie wiem, bo to nieprofesjonalne.
– Nie wyglądała dzisiaj profesjonalnie w tym t-shircie.
– Przechodzenie z klientem na „Ty” jest nieprofesjonalne.
– Bądź profesjonalna i nie rozmawiaj w pracy o życiu prywatnym.
Co więc oznacza „bycie profesjonalnym”?
Słownik PWN widzi to tak:
1. «będący specjalistą w jakiejś dziedzinie»
2. «uprawiany jako zawód»
3. «będący na wysokim poziomie w danej dziedzinie»
4. «spełniający wymagania profesjonalistów»
A w praktyce, myślę, że każdy z nas ma swoją własną definicję tego słowa i co więcej, część głęboko wierzy, że to jedyna właściwa 🙂
Bo dla przykładu: jaki ubiór jest profesjonalny?
Zapytajcie przedstawiciela handlowego w firmie farmaceutycznej i dyrektora kreatywnego z agencji reklamowej. Na bank będą mieli tę samą, spójną odpowiedź 🙂
Albo czy bardziej profesjonalne jest zaproponowanie z kamienną twarzą przerwy, gdy pracownica popłacze się w trakcie rozmowy, czy może okazanie jej empatii i zapytanie skąd takie silne emocje?
Jak profesjonalnie używać słowa „profesjonalnie”?
Ja mam sprecyzowaną odpowiedź na drugie pytanie, ale traktuję ją właśnie jako „moją”, a nie jedyną na świecie poprawną i właściwą.
Oczywiście łatwiej deklarować niż stosować, bo (bardzo) często automatycznie oceniamy kogoś w oparciu o nasze definicje pewnych ogólnych określeń, które wypowiedziane głośno, mogą uderzyć w kogoś dużo bardziej niż zamierzaliśmy, bo być może dla tej osoby ten epitet znajduje się akurat 3 poziomy dalej w skali „niefajności”.
W efekcie tych rozważań usunęłam „profesjonalizm” z listy moich wartości, ponieważ uznałam, że jest to pojęcie na tyle ogólne i szerokie, że nic szczególnego o mnie nie mówi.
Przy okazji ustawiłam sobie w głowie pomarańczową lampkę, która mam nadzieję zaświeci się odtąd zawsze, gdy będę chciała nazwać kogoś nieprofesjonalnym. I wtedy zastąpię to jasnym nazwaniem konkretnego zachowania, które moim zdaniem niekoniecznie było „na miejscu”.
I zrobię to chociażby po to, aby nie mieć potem wyrzutów sumienia, gdyby ta osoba potraktowała to jako najgorszą obrazę i nigdy więcej się do mnie nie odezwała 🙂